NIE ZARZĄDZAJ CZASEM, TYLKO ENERGIĄ!


Wyobraź sobie, że przyjmujesz tylko te projekty, które rozpalają Ci krew w żyłach. Wyobraź sobie, jakbyś się czuł, gdybyś dobierał sobie tylko takich przyjaciół, partnerów, współpracowników, którzy rozniecają w Tobie zapał zamiast go gasić.

Są takie dni, kiedy przeżywam osobisty kryzys energetyczny. Dni, kiedy czuję, jak opuszczają mnie siły, i łapię się na słowach: „Ledwo żyję… Jestem taka wykończona… Zaraz zasnę na stojąco”.

Słyszałam, że to, jak wykorzystujesz swoją energię, ma większe znaczenie niż to, jak wykorzystujesz swój czas. Zamiast na zarządzaniu czasem ludzie skupiają się teraz na zarządzaniu energią.


Którędy uchodzi z Ciebie energia? Kiedy namierzysz te miejsca, możesz je uszczelnić. Sama szybko odkryłam własne, gdy postanowiłam ich poszukać.

Trwonię energię, sprawdzając raz po raz pocztę elektroniczną, Facebooka i Twittera. Tracę ją, kiedy nie jem śniadania i lunchu.

Energia opuszcza mnie, kiedy plotkuję, narzekam, krytykuję, obwiniam, wątpię. Uchodzi, kiedy reaguję pod wpływem chwili i daję się ponieść emocjom, zamiast poczekać i odpowiedzieć komuś spokojnie. Ulatnia się, kiedy przeglądam bez końca te same dokumenty i przekładam je z miejsca na miejsce na biurku. Znika, kiedy moje myśli błądzą bez celu, wprowadzając zamęt w mojej głowie.

Zużywam energię, gdy do późna gram w sudoku albo oglądam film, który widziałam już dwadzieścia razy, na przykład „Narzeczony mimo woli”, „Dziewczyna z Alabamy” albo „Mój chłopak się żeni”.


Kiedy wciąż mówię: „Tak” i mimo zmęczenia wymagam od siebie coraz więcej. (…)

Wciąż dokładam sobie obowiązków, wpisując kolejne zadania, jakby dzień mógł trwać dłużej niż dwadzieścia cztery godziny, a tydzień mieć więcej niż siedem dni. Nie jestem w tym odosobniona.

Swój sprzęt elektroniczny traktujemy lepiej niż własne ciała. Co noc podłączamy telefony komórkowe do ładowarek, ale sami rzadko śpimy dość długo, żeby naładować własne baterie.


Na szczęście kiedy zlokalizujemy, którędy uchodzi z nas energia, możemy uszczelnić te miejsca. Oto moje sprawdzone sposoby:

Modlitwa i medytacja. To najważniejszy punkt na mojej liście – każdego ranka czerpię siłę od Boga, nieskończonego źródła energii.

Na biurku, w samochodzie i na lustrze przyklejam sobie afirmacje, które przypominają mi, żebym była lepszą wersją siebie.

Ważne, żeby dobrać do swojego życia odpowiednią ścieżkę dźwiękową. Ja jestem wielką fanką muzyki country. Kiedyś większość piosenek opowiadała o nieszczęśliwej miłości, kłamstwach, zdradach i doznanych krzywdach. Mieliśmy nawet taki żart: „Co usłyszysz, jeśli puścisz płytę z muzyką country od tyłu? Historię o mężczyźnie, który odzyskał psa, ciężarówkę i żonę.” Dziś słucham takich piosenek country, które napełniają mnie nadzieją i radością.

Staram się robić tylko jedną rzecz naraz. Kiedy jem obiad, to jem obiad. Nie czytam równocześnie gazety, nie skaczę po kanałach, nie korzystam z Internetu, iPfone’a czy iPada.


Dobrze jest narzucać sobie własne terminy załatwienia różnych spraw. Jeśli w rzeczywistości dysponuję na coś nieograniczonym czasem, sama wyznaczam sobie jakiś nieprzekraczalny termin. W ten sposób nie zabieram się tygodniami do danego projektu, felietonu czy rozdziału książki i nie marnuję wielu godzin na szukanie niepotrzebnych informacji w Internecie.

Stosuję też zasadę STOP. Pilnuję, żeby nie czuć się zbyt samotna (S), trudna w  obyciu (T), osłabiona (O) i przemęczona (P). Nauczyli mnie tego moi przyjaciele z AA. Wielu ludzi codziennie oszczędza czas na lunchu. Są zbyt zajęci, żeby jeść. To przecież absurd.


Zanim zgodzę się na kolejny projekt, burzę mózgów albo cokolwiek, czemu będę musiała poświęcić dużo czasu, konsultuję się z moim doradcą do spraw omawiania. Moja siostra Joan pomaga mi realnie ocenić moje możliwości i znaleźć czas na to, co chcę robić, a nie tylko na to, co „powinnam”. Uwielbiam te słowa Anne Lamott: „W życiu kieruję się prawdą, że „Nie” to odpowiedź pełnym zdaniem.

Uczę się mówić: „Nie” moim największym złodziejom czasu i energii w pracy, którymi są:

E-mail. Zamiast obsesyjnie sprawdzać wiadomości, kiedy nie mam czasu na nie odpowiedzieć (co oznacza, że i tak będę je musiała przeczytać ponownie), od razu odpisuję na każdy e-mail i go kasuję.

Papiery. Jak to możliwe, że mnożą się na moim biurku? Ktoś nauczył mnie, jak sobie z tym poradzić – za każdym razem, kiedy bierzesz do ręki jakiś dokument, przeszyj go w rogu zszywką. Kiedy na kartce jest trylion zszywek, to znak, że unikasz załatwienia tej sprawy. Zajmij się nią i zarchiwizuj dokument albo go wyrzuć.

Niespokojne duchy. W każdej pracy jest kilka takich osób, które wprowadzają nerwową atmosferę. Wyczuwasz ich obecność, zanim jeszcze ich zobaczysz. Swoim plotkowaniem i zawiścią stale stwarzają problemy tam, gdzie ich nie ma i chcą żebyś przyłączył się do ich walki z wyimaginowanymi wrogami. Nie daj sobie zamącić w głowie i trzymaj się od nich z daleka.

Mówienie: „Tak” tylko po to, żeby ktoś był zadowolony. Dawniej zgłaszałam na zebraniach różne pomysły tylko po to, żeby zaimponować innym, a później orientowałam się, że nie mam czasu ani ochoty ich realizować.

Prokrastynacja. Bardzo często odkładam najważniejsze zadania na swojej liście na później ze strachu. Mój niepokój narasta, aż w końcu chmury wątpliwości całkiem zasnują mój umysł i nie potrafię już skupić się na niczym innym. Dlatego staram się załatwiać najważniejsze sprawy na początku, żeby mieć je z głowy.


O poziom energii możesz zadbać każdego dnia. Masz na to realny wpływ.

Jeśli chcesz się dowiedzieć jak konkretnie możesz to zrobić, polecam Ci ten krótki filmik.

 

Jeśli temat zarządzania energią Cię zainteresował, daj mi znać. Wtedy poszukam więcej informacji na ten temat i przygotuję taki wpis, a może nawet coś praktycznego do wykorzystania na lekcji wychowawczej.

 


 

* Regina Brett, Bóg zawsze znajdzie ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia, przeł. Olga Siara, Insignis Media, Kraków 2014.

 

Katarzyna

Autorka bloga