MINIMALIZM PROWADZI DO MISTRZOSTWA


Dzisiejszy świat wymaga od nas bycia wszędzie. Słyszałeś o tym, o tamtym? Widziałeś to? – takie zdania docierają do nas na każdym kroku. Jeśli czegoś nie widzieliśmy, nie słyszeliśmy, nasz rozmówca staje się zawiedziony.

Ja często widzę taką dezaprobatę w oczach spotkanych w autobusie, na spacerze, w kolejce w sklepie. Swego czasu, także w pokoju nauczycielskim. Nie oglądam telewizji, niewiele wiem o polityce, nie wiem jakie seriale są na topie, o reality show już nie wspomnę.

Wychodzę z założenia, że nie poświęcam czasu na to, co mnie nie rozwija, co nie doprowadzi mnie do moich celów. Interesuję się tylko tym, co mnie interesuje. Nie zamartwiam się tym, czego nie mogę zmienić. Nie sprawdzam prognozy pogody ani stężenia smogu.

Może niektórym takie podejście do życia wydać się mało pedagogiczne. Ale ja w ten sposób dbam o to, aby mój umysł był fit – lekki, gotowy do pracy, bez zbędnych obciążeń.


Mało tego, takie podejście do życia sprzedaję moim uczniom. Oczywiście nie namawiam ich do kopiowania mojej życiowej trasy i moich wyborów, ale do szukania indywidualnej drogi. Drogi do mistrzostwa.

Jako wychowawca bardzo często powtarzałam moim podopiecznym, aby wybrali jedną dziedzinę, która jest dla nich najważniejsza, która daje im radość i z którą wiążą swoją przyszłość. Sugerowałam, aby tylko w tym kierunku koncentrowali swoje siły, a pozostałe dziedziny opanowali na minimalnym poziomie, by mogli iść dalej.

Minimalizm jest koniecznością. Odchudzanie przeładowanych programów i zielone światło dla możliwości wyboru już na poziomie szkolnej edukacji wydaje się być kluczem do uwolnienia potencjału naszych uczniów.

W tym miesiącu przeczytałam fascynującą biografię Michaela Phelpsa Bez granic. Każdy rozdział otwierał mi oczy na wiele spraw, ale też w kilku przekonaniach utwierdzał. Jednym z nich jest właśnie to, abyśmy nie uśredniali naszych uczniów (więcej napisałam o tym TUTAJ), ale pozwolili im być mistrzami.


Jedna z nauczycielek powiedziała kiedyś mamie, że niewiele nauczyła mnie z chemii. Mama odparła, że jej syn dzięki pływaniu odwiedził w ciągu tego roku szkolnego pięć krajów. Co zatem będzie ważniejsze w jego życiu? Możliwość przyjrzenia się życiu w tych państwach, czy wiedza, ile atomów znajduje się w określonej ilości gramów węgla?

Musiałem też ponosić inne wyrzeczenia.

W pierwszej klasie szkoły średniej chciałem spędzać czas z przyjaciółmi, którzy grali w futbol.

- Przegadajmy to Michael – zaproponowała mama. – Jak wiele godzin treningów musiałbyś poświęcić na futbolu? Dokąd uprawianie tego sportu zaprowadzi twoich przyjaciół? Czy wejdą w skład reprezentacji szkoły? Czy z czasem zdobędą mistrzostwo okręgu? Czy wejdą do regionalnej drużyny gwiazd? Czy którykolwiek z nich jest wystarczająco dobry, by zdobyć stypendium dla gracza pierwszej ligi? By zostać zawodowym graczem?

- Wątpię, żeby którykolwiek z nich miał w przyszłości grać z NFL – stwierdziłem.

- W porządku – powiedziała. – A czego dokonasz, jeśli poświęcisz się pływaniu?

Zrezygnowałem z futbolu.*

 
Paradoksalnie, ograniczenia otwierają przed nami wielkie możliwości.

 



* Michael Phelps, Alan Abrahmson, Bez granic, przeł. Joanna Pierzchała, Świat Książki, Warszawa 2010, s.81-82.

 

Katarzyna

Autorka bloga