WIEDZA CZY WPŁYW?


Czy rolę dzisiejszego nauczyciela można zamknąć w jednym słowie?

Kilkanaście lat temu odpowiedziałabym, że tak, że misją nauczyciela jest nauczanie. Kilka lat temu odpowiedziałabym, że nie, że naszej misji nie da się zamknąć w żadne ramy, a już na pewno nie w słowa. Dzisiaj mówię „tak”, tym słowem jest „wpływ”.


Nie wszystko, co się liczy, jest policzalne, i nie wszystko, co jest policzalne, naprawdę się liczy.
Albert Einstein

Jednak nie wszystko jest takie proste i logiczne dla tych, przed którymi my, nauczyciele jesteśmy rozliczani. Ostatnio przeczytałam cudowny felieton, który bardzo porządkuje bałagan myśli.

Uważam, że powinny przeczytać go osoby decydujące o systemie edukacji w naszym kraju, dlatego proszę Cię o jak najszersze udostępnianie go.

Niestety, dziś zamiast uczyć sprawdza się wiedzę. O wartości nauczyciela nie decyduje już wpływ, jaki wywiera na życie ucznia, tylko ocena, jaką dziecko uzyska na teście. A wartość ucznia zbyt często zostaje zredukowana do liczby punktów na stanowych testach umiejętności, oceny z egzaminu końcowego, średniej ocen czy wyniku egzaminów wstępnych na studia.

Bardzo podobał mi się list, który David Root, dyrektor gimnazjum Rocky River Middle School w stanie Ohio, napisał do rodziców uczniów po wręczeniu świadectw w czerwcu 2008 roku.


Był to list z przeprosinami.

Dzieci dobrze wypadły podczas Stanowych Testów Umiejętności, organizowanych co roku, żeby ocenić poziom uczniów z matematyki, czytania, nauk przyrodniczych, nauk społecznych i pisania we wszystkich szkołach publicznych w klasach od trzeciej do ósmej. Szkoła zdobyła ocenę celującą i spełniła krajowe kryteria wymaganego postępu uczniów w ciągu roku szkolnego. Ale jaką cenę zapłacili uczniowie i nauczyciele za to, że szkoła przez cały rok skupiała się na przygotowaniach do egzaminów? Z czego musieli zrezygnować?

W wielu klasach nauczyciele przez większość czasu uczyli dzieci tylko tego, jak zdać egzaminy stanowe. Dyrektor żałował, że uczniowie nie uczyli się innych rzeczy, nie zdobywali doświadczeń i wiedzy, których nie można zmierzyć ani przeliczyć na punkty.

Mimo wszystkich osiągnięć dyrektor gimnazjum miał tylko jedno do powiedzenia uczniom, nauczycielom i mieszkańcom Rocky River: „Przepraszam”.

Pan Root przesłał mi te przeprosiny wydrukowane na dwóch kartkach z pojedynczą interlinią. Czytając ten list zaczęłam myśleć o tym, że czasem tracimy z oczu to, co naprawdę ważne, kiedy skupiamy się na wymiernych oznakach sukcesu.


Dyrektor przepraszał za to, że jego nauczyciele poświęcili mniej czasu historii Stanów Zjednoczonych, bo większość pytań testowych z przedmiotu nauki społeczne dotyczyła państw zagranicznych.

Za to, że nie zawiesił ucznia, który pobił kolegę, żeby atakujący mógł wziąć udział w egzaminie.

Przepraszał za to, że odciągnął dzieci od uwielbianych przez nie przedmiotów: plastyki, muzyki i wychowania fizycznego, żeby uczyć je w tym czasie strategii zdawania egzaminów.

Za to, że musiał zorganizować test, na którym nie mógł wyjaśnić uczniom poleceń ani dać im żadnych wskazówek – test, którego wyników nie mogli nawet poznać, żeby uczyć się na swoich błędach.

Za to, że zatrzymał w szkole uczniów, którzy źle się poczuli w trakcie egzaminu, bo gdyby go nie ukończyli z powodu choroby, automatycznie otrzymaliby ocenę niedostateczną.

Za to, że wartość nauczycieli, których zatrudniał, oficjalnie zależała od wyników tego jednego testu.

Przeprosił za to, że w związku z egzaminem stanowym uczniowie stracili osiem dni nauki.

Za to, że podejmując decyzje dotyczące apeli, wycieczek szkolnych i występów muzycznych, kierował się tym, jak czas spędzony na czymś innym niż czytanie, matematyka, nauki społeczne i pisanie wpłynie na wynik testu.

Za to, że wytypował słabszych uczniów i narażając te dzieci na drwiny kolegów, umieścił je w małych grupach, żeby szkoła miała większą szansę na dobry wynik.

Za to, że jako dyrektor nie skupiał się już na tym, jak pomóc swojej kadrze uczyć dzieci, tylko jak pomóc jej przygotować uczniów do testu.*

Jakie to prawdziwe, prawda? I jakie smutne! Wszystko, co najpiękniejsze w procesie uczenia się, w procesie poznawania i zachwytu nad światem, zostaje pominięte na rzecz bezdusznych testów…

Jestem pewna, że każdy nauczyciel, który świadomie wybierał ten zawód, marzył o zupełnie innej edukacji.


Nasz projekt
ma na celu przywrócenie harmonii, sensu i celowości naszych działań. Chcemy być liderami dobrego wpływu, inspiratorami, którzy zachęcą swoich uczniów, do poszukiwania własnej, jedynej i niepowtarzalnej drogi.


Jakie są nasze cele?


Czy faktycznie umiejętności miękkie są przyszłością? Posłuchajcie światowego biznesmena. Oto kompetencje, w które powinna inwestować szkoła.


Czego możecie się spodziewać?


Plany mamy dalekosiężne. Marzymy o tym, aby edukacja dla zdrowia i wychowanie do osobistego rozwoju weszły do szkolnej edukacji, jako przedmioty równorzędne z matematyką czy językiem polskim. Jedno jest pewne, będziemy powolutku, ale bardzo dzielnie pracować. FitEdukacja jest naszą obsesją wink


Jak trzeba będzie zmienimy narzędzie, ale misja pozostanie taka sama smile


Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, bardzo Cię proszę, poślij go dalej. To dla nas bardzo ważne.

 


 

* Regina Brett, Bóg zawsze znajdzie ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia, przeł. Olga Siara, Insignis Media, Kraków 2014.

 

Katarzyna

Autorka bloga